Mały przemarsz w duzym śniegu
Dodane przez Proboszcz dnia Luty 15 2010 23:09:29

Był 13 luty i wszystko zaczęło się niewinnie. Ot chcieliśmy nowym członkom naszej grupy zrobić zwyczajowe godzinne szkolenie. Nie znaleźliśmy wolnego od samochodów i śniegu placu w mieście więc poszliśmy za rzeczkę, zabierając nieco obozowego sprzętu. Założyliśmy też żupany wychodząc z założenia, że nie ma co po cywilnemu przed neofitami paradować. Zabraliśmy też dwa snopki chrustu - zima jest więc będzie się przy czym ogrzać. A skoro będzie ognisko to przyda się i jakieś jedzonko.
No i obładowani trafiliśmy na wąski pasek lądu pomiędzy Narwią a jej starorzeczami. Po chwili płonęło już ognisko, grzmiały rusznice i trajkotały języki panów instruktorów. Kawałek blachy posłużył za patelnię a jako jedyny w grupie wegetarianin zrobiłem kolegom słoninkę tartą z groszkiem. To taki siedemnastowieczny przysmak. Kolegom potrawa smakowała, kucharz palców nie oblizywał. Po opróżnieniu ładownic i napełnieniu brzuszków przypomnieliśmy sobie, że przecież w lutym 1656 roku, konfederaci założyli pierwszą blokadę zajętej przez radziwiłłowskich i szwedzkich żołnierzy twierdzy oraz że w czasie ostatniego udanego szturmu na zamek w styczniu 1657 r. była tęga zima. I właściwie to była taka zima, jakiej uroki podziwiamy dzisiaj. A więc hajda, ruszyliśmy na Radziwiłła. Początkowo mieliśmy iść brzegiem, ale po zaliczeniu kilkunastu orłów w sięgającym metra śniegu weszliśmy na skute starorzecze. Leżący na lodzie śnieg był bardziej przyjazny. Generalnie, to historyczne ciuszki lepiej chroniły nas przed naturą niż współczesne wdzianka naszych towarzyszy podróży. Okazało się, że długie buty to się w 17 wieku przydawały nie tylko do konnej jazdy ale i do śnieżnych galopad.
Gdy dobrnęliśmy do stóp jednego z dwóch zachowanych bastionów robiło się już ciemno. Jednogłośnie przyznaliśmy, że ludzie Sapiehy to twardziele, bo 350 lat temu szybko zdobyli broniony przez strzelców i fińskich pikinierów bastion, podczas gdy my na ten kilkumetrowy wzgórek wspięliśmy się w czasie umożliwiającym kilkukrotne nabicie odprzodowych muszkietów. Podobnie było z drogą do kamienicy zamkowej - wciąż śnieg, śnieg i jeszcze więcej śniegu. Na swoje nieszczęście zatrzymaliśmy się na majdanie zamku na odpoczynek, i w tym miejscu dopadła nas myśl: przecież oprócz zamku to się jeszcze zdrajcy z okupantami w alumnacie trzymali. W 1657 roku było jednak trochę inaczej, bo sapieżyńscy najpierw zdobyli alumnat a potem zamek a my odwrotnie. Chociaż przyznam, że wybraliśmy dobry kierunek, bo dziś, dla wielu po zdobyciu alumnatu nie udaje się niczego więcej zdobyć. Ale może 350 lat temu nie było tu knajpy.
Galeria